Adrianna Zawadzińska – piękna Miss

untitled--280Zawadzki photography
(Fundacja Jedyna Taka)

Od ponad 15 lat choruje na rdzeniowy zanik mięśni, ale jak sama mówi, wózek w niczym jej nie ogranicza! Trenowała Tai-Chi, jest zafascynowana kulturą Indian, a dodatkowo wszystko to przypieczętowała zdobyciem tegorocznej korony najpiękniejszej Polki na wózku. O wizerunku osób z niepełnosprawnością, tatuażach i o tym, że Polak Pomaga w wywiadzie z Adrianną Zawadzińską, Miss Polski na wózku 2016.

Na wstępie chciałybyśmy Ci pogratulować sukcesu, w który na pewno włożyłaś mnóstwo wysiłku, a przy okazji zapytać, jakie obowiązki wiążą się ze zdobyciem tytułu miss?
Jeśli mówimy o oficjalnych powinnościach, to są to na pewno przygotowania do konkursu Miss Wheelchair World 2017, w którym wystąpię. Ja tak naprawdę skupiam się na istotniejszej według mnie kwestii, która jest jednocześnie misją fundacji Jedyna Taka, do której należę. Mam tu na myśli zmianę wizerunku osób z niepełnosprawnością. Chciałabym się przede wszystkim w to angażować i pokazywać takich ludzi z nieco innej perspektywy.

Jaki według Ciebie jest ich wizerunek w Polsce?
Porównując obecne czasy do tych, kiedy ja byłam młodsza, zauważyć można bardzo duży progres. Ludzie są bardziej świadomi i widać to na każdym kroku. Już sam fakt, że niepełnosprawni pojawiają się w telewizji, co może obecnie wydawać się czymś oczywistym, kiedyś było o wiele trudniejsze. To pokazuje, że wszystkie działania w tym kierunku, mają pozytywne odzwierciedlenie w dzisiejszym świecie. Problemów z mentalnością jest więc o wiele mniej, wciąż jednak niestety pojawiają się te architektoniczne, związane z funkcjonowaniem osób niepełnosprawnych w przestrzeni publicznej.

Jaka jest historia Twojej choroby?
Choruję na rdzeniowy zanik mięśni, jest to choroba genetyczna i postępująca. Byłam normalnie funkcjonującym dzieckiem, chorobę zdiagnozowano u mnie, gdy miałam 10 lat.  Tak naprawdę, nie skupiam się na datach, nie myślę dokładnie, kiedy moja choroba zaczęła postępować. W końcu doprowadziła do tego, że w pewnym momencie zaczęłam poruszać się o kulach. To był etap dość przełomowy, ale raczej w pozytywnym sensie. Zaczęłam poznawać bardzo ciekawych ludzi, co doprowadziło do tego, że zaczęłam być nawet wdzięczna. Uświadomiłam sobie, że gdyby nie moja choroba, nie zyskałabym tego, co mam teraz. Mój światopogląd byłby inny, nie rozwijałabym tylu zainteresowań, pewnie wybrałabym bardziej typową ścieżkę życia. Założyłabym rodzinę, dom, urodziła dzieci. Teraz czuję, że życie stawia przede mną wiele wyzwań, innego typu, niż przed większością zdrowych osób. Jest to dla mnie duży plus. Dopiero od listopada 2015 roku poruszam się na wózku, ale to akurat nie sprawiło, że moje życie stało się mniej wartościowe. Może się to wydawać niemożliwe, ale nawet odetchnęłam trochę z ulgą, bo chodzenie o kulach było zdecydowanie cięższe, niż poruszanie się na wózku.

Nie każdemu niepełnosprawność kojarzy się ze sztukami walki. Skąd u Ciebie takie zainteresowania?
Dowiedziałam się o swojej chorobie w czasach, kiedy w Polsce nie było jeszcze odpowiedniej rehabilitacji, szczególnie w mniejszych miastach. Sama świadomość ludzi, czym jest zanik mięśni, była niewielka, dlatego też, aby samodzielnie zadbać o swoje zdrowie i spowolnić w pewnym stopniu rozwój choroby, zaczęłam ćwiczyć Tai-Chi z moim wujkiem. To dyscyplina, która idealnie wpasowuje się w mój styl życia, bo jest połączeniem ciała i ducha. Trochę się śmieje, że moim autorytetem był wówczas Bruce Lee i jego „wejście smoka”. Sztuki walki kształtują mój charakter, ułatwiają koncentrację, dają też poczucie bezpieczeństwa. Kiedy znamy swoje ciało, to wiemy, jak go użyć. Ja czerpię z tego sportu wiele mądrości, bo to nie jest tak, że używa się ich bez powodu. Przede wszystkim chodzi właśnie o to, aby w sytuacjach krytycznych nie dopuścić do użycia siły, co może się wydawać pewną sprzecznością.

Rozmawiając z Tobą, nie da się nie zauważyć, jak bardzo pozytywną jesteś osobą. Miałaś jakiś kryzysowy moment w swoim życiu, związany z chorobą?
Myślę, ze zawsze była we mnie siła, która towarzyszy mi teraz. Wiadomo, że człowiek musi do wszystkiego dorosnąć i uświadomić sobie niektóre kwestie i tak też było w moim przypadku. Myślę jednak, że bardziej dotykały mnie sprawy przyziemne, niż te związane z chorobą. Jak każdy człowiek, miałam rozterki miłosne, inne nieprzyjemności.  A jeśli chodzi o zmartwienia zdrowotne, zawsze starałam się, aby jak najszybciej mijały. Nigdy tak bardzo się na tym nie skupiałam, nie mówiłam o mojej chorobie, nie patrzyłam na siebie przez pryzmat niepełnosprawności. Bez wątpienia na brak problemów z samoakceptacją wpłynęła też pomoc i reakcje ludzi.

Czyli zgadzasz się z tym, że Polak Pomaga?
Myślę, że ważne jest to, aby dać ludziom możliwość pomagania, bo oni naprawdę chcą to robić. Z tym miałam właśnie bardzo duży problem, bo ja zawsze bardzo chciałam działać charytatywnie i w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że jak mogę to robić, skoro to teraz ja sama tej pomocy potrzebuje. To z kolei sprawiło, że moją misją stało się pokazanie ludziom, jak pomagać. Można powiedzieć, że pomagamy komuś pomagać. I to jest piękne i ważne, bo myślę, że ludzie naprawdę się cieszą, że mogą komuś tej pomocy udzielić. Mnie to bardzo zachwyca, cieszę się, kiedy ludzie otwierają swoje serca. Patrząc na dzisiejszą znieczulicę, która wciąż w społeczeństwie funkcjonuje, małe gesty pokazują, że wszyscy jesteśmy w jednym kręgu, niezależnie od tego, czy ktoś jest zdrowy, czy nie. Cieszy też fakt, że coraz rzadziej spotykam się z patrzeniem na mnie przez pryzmat litości. Mam wrażenie, że ludzie często nie zwracają uwagi, czy ktoś jedzie na wózku, czy nie, czasami tego nie dostrzegają.

Masz wytatuowane pióra, motyw taki przewija się także przez Twojego bloga, o co chodzi?
Wszystkie moje tatuaże mają dla mnie duże znaczenie, nie zrobiłam ich sobie tylko dlatego, że mi się po prostu podobają. Mam nadzieję, ze na moim ciele pojawią się kolejne. Patrząc na energię, jaka mnie rozpiera, jakbym wykonała je pochopnie, bez większego zastanowienia, to pewnie po 2 latach bardzo bym żałowała. Jak pojawił się pierwszy, to poczułam, że jest to coś, co po prostu powinnam już dawno mieć. Sam motyw piór ma dla mnie ogromne znaczenie, kultura, życie i podejście do wolności Indian bardzo mnie interesują, a ich symbole odzwierciedlają moje życie.

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że Twój życiowy cel to ,,bycie pożytecznym dla innych”, co idealnie wpasowuje się w finansowanie społecznościowe. Myślisz, że ludzie włączą się w pomoc innym w taki sposób?
Myślę, że tak. Jeżeli ludzie wiedzą, na jaki cel prowadzona jest zbiórka, chętnie się w nią włączają. Jak wiadomo, potrzebujących jest bardzo dużo, praktycznie co chwilę pojawiają się telefony z prośbą o pomoc. Pieniądz trzymany w skarpecie nigdy nie da satysfakcji, a można powiedzieć, że takie finansowanie społecznościowe to pewnego rodzaju inwestycja w czyjeś zdrowie, marzenia, a często nawet życie. Powstawanie takich fundacji, jak Polak Pomaga jest szansą dla ludzi, którzy chcą pomagać, ale do końca nie wiedzą, jak to zrobić. Czasami jest tak, że wystarczy dać ludziom możliwość, pewnego rodzaju furtkę, a wówczas oni sami zaczynają działać. Warto wyjść z poziomu robienia rzeczy tylko dla siebie i wejść na poziom robienia czegoś dla innych, dlatego trzymam za was kciuki!

Wspomniałaś o Miss Wheelchair World 2017, jaki jest Twój cel związany z udziałem w tym konkursie?
Ja do wszystkiego w życiu podchodzę jak do przygody, do tego konkursu także. Dla mnie to dość odległy temat, więc chyba jeszcze to do mnie nie dociera. Tak naprawdę, jest mi trochę głupio siedzieć w domu i nie dzielić się z ludźmi moimi doświadczeniami, to byłoby pójście na łatwiznę. Biorąc udział w takich inicjatywach, mogę zrobić o wiele więcej dobrego. Nie podchodzę do tego tak, że muszę wygrać. Jakby mój udział w tym konkursie choć trochę przyczynił się do polepszenia czyjegoś życia, poprawy samooceny osób niepełnosprawnych, to byłaby to dla mnie największa nagroda. W dodatku, finał odbędzie się w Polsce, więc nasz kraj też się trochę wybije na tle innych. Pokażemy, że mieszkają tu ludzie z dużą świadomością.

untitled--90Zawadzki photography (Fundacja Jedyna Taka)

                                                               Anna Nycz

                                                                Julia Brudło

5

Komentarze

komentarze

8 miesięcy ago